Wspinał się po schodach dobre pięć minut, słysząc jedynie odgłos własnych kroków. W końcu doszedł na szczyt. Przez chwilę zatrzymał się w drzwiach prowadzących na balkon. Poprawił kaptur i podszedł do krawędzi. Wsparł ręce o barierkę i rozejrzał się. Zaiste piękny był to widok, zdewastowane miasto, w którym tliła się jeszcze iskierka życia...